Anty antypiracka paranoja

Robiąc przegląd sieci natknąłem się dzisiaj na wpis na jednym z blogów jakie regularnie czytam. Hazan odniósł się tam do ciekawej notki informującej o sukcesach serwisu The Pirate Bay, jeśli oczywiście można mówić o sukcesach w kontekście prowadzonej przez nich działalności. Jednak nie na temat wpisu Hazana ani The Pirate Bay chciałem się rozwodzić. Do napisania tego tekstu pchnął mnie jeden z komentujących, który do podparcia swoich, co najmniej dziwacznych, teorii przytoczył tekst ze strony news.torrent.pl.

Zadałem sobie trochę trudu i poświęciłem swój cenny czas na przejrzenie tego gorąco polecanego artykułu. Czytając go miałem nieodparte wrażenie, że autorka, stosując jakąś pokrętną logikę, za wszelką cenę stara się wykazać, że (w skrócie) piractwo jest jak najbardziej moralne i dobre, a co więcej, że główni zainteresowani, czyli twórcy, powinni być wdzięczni piratom za ich działalność. Autorka swój tekst podsumowuje stwierdzeniem:

… Myślę, że przedstawione powyżej argumenty przeważają za tym, że jednak nie jest to potępiane społecznie zachowanie, które przynosi niepowetowane straty artystom pracującym ciężko nad stworzeniem danego dzieła. Wręcz przeciwnie, może się obrócić na ich korzyść.

Powiem krótko i wprost: czytając te argumenty po prostu się przeraziłem. Ja na prawdę potrafię zrozumieć modny ostatnio bunt przeciwko wrednym, kapitalistycznym wytwórniom płytowym, zagarniającym dla siebie wszystkie zyski. Potrafię zrozumieć to, że zmieniają się realia związane z dystrybucją dóbr niematerialnych. Jak najbardziej jestem za działaniami, które mogłyby zmienić tą dość niezdrową sytuację. Ale nie postradałem jeszcze rozumu, żeby piractwo uważać za rozwiązanie i jeszcze na dodatek rozgrzeszać wszystkich uprawiających ten proceder. Trudno też mówić o społecznym potępieniu postępowań, które według badań przeprowadzonych w naszym kraju stosuje grubo ponad 30% społeczeństwa. Oczywiście, część z premedytacją, a część kompletnie nieświadomie, nie mając pojęcia co tak na prawdę robi ściągając z torrentów muzykę czy oprogramowanie. Jednakże ten smutny fakt nie może być dla nikogo powodem rozgrzeszenia.

Gosia, autorka tego nieszczęsnego artykułu, zaczyna bardzo ambitnie starając się nawiązać do definicji moralności podpierając się przy okazji etyką. Nie mam pojęcia jaką moralność posiada Gosia, ale tym akapitem, uważam że sięgnęła dna i na dodatek zaryła zębami w mule:

To [udostępniania plików] powinno zostać całkowicie zalegalizowane i powszechnie dozwolone. Z punktu widzenia artysty, nie traci on nic, ponieważ dana osoba nie zarabia jego kosztem, a może on osiągnąć korzyści, tak osobiste, jak i materialne. […] poznają go miliony użytkowników na całym świecie, […] nie poniesie on żadnych kosztów dystrybucji swojego materiału […], a sam będzie się on promował. Właśnie dlatego udostępniania plików nie można nazwać niemoralnym – jest to nowy sposób na rozpowszechnianie w społeczeństwie dóbr, których autorzy zapewne chcą, aby dotarły one do jak najszerszej rzeszy odbiorców, którzy będą mogli docenić pracę włożoną w ich tworzenie, a jak tak się stanie, sami chętnie zapłacą, by twórcę wesprzeć […]

Zawsze gdy stykam się z takimi argumentami zastanawia mnie, z czego w takim razie ci twórcy mają żyć? Tworzyć dla tworzenia? Sztuką czy własnym dziełem się nie najedzą. Nie umyją się we własnej muzyce i nie wyleczą się własnym kawałkiem programu komputerowego. Czy ferujący te absurdalne stwierdzenia pytali się w ogóle twórców o zdanie? Podziwiam ślepą wiarę w ideały i tak głęboką wiarę w ludzi: „[odbiorcy] sami chętnie zapłacą, by twórcę wesprzeć”. Czy wśród ewangelistów tej nowej mody są jacyś twórcy? Ilu? Ułamek promila? Łatwo jest się podpierać argumentami takimi jak sytuacja z muzyką Radiohead. Tylko zastanówmy się co to za argument? Ilu i jakich fanów ma Radiohead? Wątpię żeby wielu twórców mogło liczyć na podobny sukces takiej akcji.

Łatwo też jest mówić o muzyce i gigantach przemysłu fonograficznego. Ale co z innymi twórcami działającymi na dodatek w mniejszej skali? Co z twórcami oprogramowania? Kto z was wsparł, choćby złotówką, ludzi tworzących oprogramowanie Open Source? W końcu oni też muszą z czegoś żyć. Nie każdy chce i nie każdy może sobie pozwolić na oddanie efektów swojej ciężkiej pracy za darmo. Tak dla ochłonięcia, proponuję wszystkim zwolennikom poglądów, z którymi dzisiaj polemizuję, żeby (jeśli oczywiście pracują) na rok zrzekli się wynagrodzenia za swoją pracę. Nie wiem, przekażcie cały swój zarobek na jakiś cel charytatywny albo najlepiej dajcie twórcom oprogramowania Open Source.

Jako, że ledwo trąciłem zajmujący temat piractwa, oj przepraszam, rozpowszechniania cudzych utworów, czy nawet rozpowszechniania cudzych utworów w dobrej wierze (jak chciałaby Gosia), na pewno do niego jeszcze wrócę.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
11 + 6 =
Rozwiąż to proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 1+3 daje 4.