Dym z rury i wir w baku - czy musi tak być?

Stań kiedyś przy ruchliwej ulicy w godzinie szczytu i popatrz na przejeżdżające samochody. Zapewne ponad połowa z nich (jeśli nie zdecydowana większość) będzie pięcioosobowymi puszkami blachy… prowadzonymi przez jedną osobę wiozącą ze sobą całą masę powietrza. Taki samochód ma zapewne dość duży silnik, by dwa razy na ruski rok przewieźć nie jedną, a trzy góra cztery osoby z niewielkim bagażem. Raz na ruski rok ta wielka puszka stali przewiezie może coś więcej niż torba z zakupami lub walizka. Czemu więc nie kupić małego miejskiego samochodu, z mały silnikiem, który spali połowę mniej paliwa? Odpowiedź jest prosta - przecież nie wejdzie do niego kanapa z IKEI, którą kupujemy średnio raz na kilka lat.

Tak więc jeździmy dzień w dzień półtoratonową kupą stali, którą trzeba karmić hektolitrami ropy/benzyny/gazu (niepotrzebne skreślić). Na stacji benzynowej krew nas zalewa gdy widzimy rachunek na 200zł wystawiany przynajmniej raz w miesiącu. Jasne, cztery, a najlepiej pięć drzwi jest bardzo praktycznych… raz w tygodniu… albo nawet w miesiącu. Paliwo tyle kosztuje, bo mamy wysoką akcyzę itd. Można tak usprawiedliwiać w nieskończoność, ale jakby nie patrzeć sami to sobie robimy.

Nie chodzi mi oczywiście o to, żeby przesiadać się do zatłoczonych autobusów - tym bardziej, że niektórzy twierdzą, że są lepsze rozwiązania dla transportu publicznego – ale to już temat na osobny wpis. Tak czy inaczej, czyż nie lepiej byłoby kupić sobie zamiast tego wielkiego, drogiego i wiecznie spragnionego hatchbacka, zwykłego małego miejskiego samochodu? Za różnicę w cenie można spokojnie w razie potrzeby poratować się taksówką. Na paliwie też można dzięki temu sporo zaoszczędzić. Tym bardziej, że koncerny motoryzacyjne ściemniają nam prosto w oczy. Nie dziwi was dlaczego wasz nowy super ekonomiczny i wydajny silnik spala praktycznie tyle samo co dwutonowy krążownik z dwulitrowym silnikiem sprzed dwudziestu lat? Dla mnie przykładowo jest to bardzo dziwne, dlaczego nowa Toyota avensis z silnikiem 1,6 chleje tyle samo benzyny co dwulitrowy Opel rekord z lat osiemdziesiątych.

Załóżmy więc, że się decydujemy na ten mały samochód, ale czy nie lepiej by było zamiast ropą, karmić go czystym powietrzem? To nie żart. Silniki na skompresowane powietrze istnieją i mają się dobrze. Do tego są wydajne i tanie w eksploatacji. Na jednym zbiorniku można przejechać nawet do 250km – do miasta wystarczy jak znalazł. Koszt paliwa – przepraszam, powietrza! Nawet licząc po naszych rodzimych cenach, to raptem niecała złotówka za litr pojemności zbiornika.

Zastanawiające jest jednak to dlaczego taka forma napędu nie zyskuje popularności. Czyżby ropa była jeszcze zbyt tania? A może powód jest inny – [tu wstaw swoją ulubioną teorię spiskową związaną z koncernami paliwowymi]? Dość powiedzieć, że włoski inżynier Angelo Di Pietro budujący niegdyś silniki dla mercedesa skonstruował niezwykle wydajny, mały i na dodatek lekki silnik napędzany skompresowanym powietrzem. Niestety Angelo najwyraźniej od wielu lat ma problemy ze znalezieniem inwestorów, którzy zechcieliby wdrożyć jego pomysły na szerszą skalę.

Na szczęście jest szansa na jakiś przełom. Indyjska firma Tata Motors ma wkrótce wypuścić na rynek samochód napędzany skompresowanym powietrzem - Tata OneCAT. Wprawdzie nie będzie on tak wydajny jak konstrukcje proponowane przez Angela Di Pietro, to jednak jest szansa na to że firma ta zapoczątkuje pewne zmiany w branży motoryzacyjnej. Tym bardziej, że duzi gracze najwyraźniej również interesują się redukcją kosztów związanych z utrzymaniem swoich firmowych flot samochodów. Przykładowo UPS testuje w USA hybrydowe ciężarówki napędzane (oprócz zwykłego diesla) silnikiem hydraulicznym, działającym na podobnej zasadzie co silnik na sprężone powietrze.

Korzyści z takich silników są ogromne. W czasie pracy nie produkują absolutnie żadnych spalin, nie wymagają dodatkowego chłodzenia i są prostsze w konstrukcji. Wszystko wpływa na mniejsze koszty produkcji i eksploatacji, zmniejsza emisję zanieczyszczeń w czasie pracy oraz produkcji i utylizacji samego silnika. Na dodatek nie trzeba korzystać ze stacji benzynowych - wystarczy kompresor podłączony do gniazdka elektrycznego lub ewentualnie napędzany małym silniczkiem spalinowym. Globalne korzyści są więc nie do przecenienia, a i my na pewno odczulibyśmy większy komfort dzięki czystszemu powietrzu w miastach.

Oczywiście choć chętnie przesiadłbym się do takiego pojazdu, to nie jestem jednak i nie chcę być zdziczałym ekologiem mieszkającym w głuszy na drzewie. Nawet jeśli moim domem miałaby być taka intrygująca sfera z freespiritspheres.com  . Mieszkając jedynie z żoną konsumujemy zapewne tyle prądu co dwie przeciętne polskie rodziny - w końcu coś musi zasilać tonę sprzętu komputerowego poupychanego po szafach i pod biurkami. Z premedytacją używam zwykłych żarówek bo (poza halogenami) jako jedyne dają normalne światło, przy którym dom nie wygląda jak kostnica (świetlówki kompaktowe) i które nie migocze przyprawiając o wymioty (biurowe jarzeniówki). Do tego kąpiemy się w naszym dwuosobowym prysznicu, czasem wręcz nieziemsko długo, zużywając hektolitry wody.

Mimo tego, segreguję odpady, nie jem (a przynajmniej staram się) konserwantów, nie wylewam oleju silnikowego na trawnik i nie wyrzucam do zwykłego kosza złomu komputerowego czy baterii. Śmieci na chodnik, lub tym bardziej w lesie, też nie porzucam. Tak źle jeszcze ze mną nie jest, choć przyznam, że śmieci segreguję dlatego, że odpowiednie pojemniki mam pod domem - nie robiłbym tego gdybym musiał ze śmieciami jeździć przez pół miasta! Nie wzrusza mnie także przykuwanie się łańcuchami do drzewa czy przykładowo szopka w dolinie Rospudy, która urosła do do roli jakiegoś dziwnego eko-festynu. Nie kryję się z tym i nie udaję, że jest inaczej.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
8 + 0 =
Rozwiąż to proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 1+3 daje 4.