O tym jak google sprzedaje nam goowno
Przeglądałem sobie właśnie codzienną porcję spamu, wśród której jak zwykle znalazłem powiadomienie o nowej treści na grupie dyskusyjnej o profesjonalnie brzmiącym tytule „Grupa dyskusyjna Google dla webmasterów”. W zasadzie częściej syf ten kasuję niż przeglądam, ale dzisiaj traf chciał, że zerknąłem na treść powiadomienia. W nim oczywiście zestaw standardowych problemów, jak zwykle bez odpowiedzi… No chyba nikt z was nie liczy na to, że wielkie Goo…wno podzieli się z wami swoimi supertajnymi tajemnicami?
Zaciekawił mnie jednak niezwykle treściwy i konkretny temat pewnego wątku („Pytanie do Googlarza”), który o dziwo zebrał całkiem sporą, jak na warunki tej grupy dyskusyjnej, ilość postów. W nim to, Pan Witold, właściciel wypożyczalni samochodów, skarży się na nagły spadek swojej strony w wynikach wyszukiwania. Spadek niebagatelny, bo z pierwszej dziesiątki do 4 czy nawet 7. Oznacza to nie mniej nie więcej, tylko to, że do strony Pana Witolda dotrą tylko najbardziej zdeterminowani poszukiwacze samochodów do wynajęcia. Pominę może milczeniem, zajmujące, aczkolwiek niewiele wnoszące do tematu posty, których autorzy snują intrygujące teorie spiskowe o tym jak Google wymusza haracz od swoich klientów.
Co zaskakujące, Googlarz (o ile dobrze rozumiem, opłacany przez wielkie G. „specjalista”) proponuje Panu Witoldowi co następuje:
[…] „Z pytaniem w jaki sposób pozyskiwać wartościowe linki spotykam się codziennie, również jako webmaster. Odpowiedz brzmi: przez indywidualną, interesującą treść. Możliwości są różne. Moża dodać bloga i pisać o rozwoju firmy lub umożliwić odwiedzającym komentowanie serwisu.”
Komentować tego za bardzo mi się nie chce, bo po prostu ręce opadają. Zresztą, wyśmienicie zrobił to już na swoim blogu inny użytkownik tej goownianej grupy dyskusyjnej, cedillaomatic. Cała ta farsa natomiast utwierdza mnie w przekonaniu, że moloch i (nie bójmy się tego powiedzieć) monopolista, jakim stało się Google produkuje coraz bardziej wymyślne mechanizmy oceny treści i jakości stron internetowych, które nijak mają się do rzeczywistości.
Dochodzi do absurdów takich jak powyżej, że człowiekowi, który nie ma pojęcia o pozycjonowani itp. poleca się promowanie strony… poprzez założenie bloga. WTF? Śmiem twierdzić, że (pomijając oczywiście spam sprzedający viagrę i inne wynalazki), większość internetu, to strony panów Witoldów, czy pań Irenek, które piszą o swoich plackach ziemniaczanych. Czyli po prostu ludzi, którzy nie mają pojęcia o pozycjonowaniu, a magiczne hasła jak Page Rank są dla nich równie zrozumiałe jak fizyka kwantowa dla ucznia podstawówki, a blogowanie to dla nich kolejna forma niezrozumiałego tracenia czasu. To przecież jest jakaś paranoja. Ja rozumiem, że istnienie standardów jest wskazane i potrzebne, ale to do czego doprowadziło wielkie Goowno to zwyczajny absurd.
Odnoszę wrażenie, że dzisiaj jeśli nie będziesz siedział i produkował treści non stop, nie zatrudnisz speców od (kolejne trudne słowo) SEO, to po prostu nie masz szans na zaistnienie w tych Goownianych wynikach wyszukiwania. Google stworzyło swoje mechanizmy i zaleca się do nich stosować, ale jednocześnie nie wyjaśnia jak one działają - kto próbował przebrnąć przez wytyczne dla webmasterów od google, pewnie zauważył, że teksty te są pisane tak, by dużo napisać ale nic nie wyjaśnić. Jednym słowem mamy jakieś tajemnicze robaki, które chodzą po internecie i oceniają treść w tylko sobie znany sposób. Jedynymi ludźmi, którzy tak na prawdę coś potrafią na to poradzić są chyba tylko spamerzy, którzy produkują coraz więcej spamu, zaśmiecającego pierwsze strony wyników wyszukiwania.
Jak dla mnie, w tej chwili wyszukiwarka google to coraz większy śmietnik, z dnia na dzień zapadający się pod ciężarem przepełniającego go gówna, które sama produkuje. Niestety z Googlem jest dzisiaj jak z Microsoftem. Na pewnych obszarach, nie bardzo jest jak z nimi konkurować, z czego firmy te doskonale zdają sobie sprawę i skrupulatnie to wykorzystują - tu wstaw swoją ulubioną teorię spiskową. Z utęsknieniem więc czekam na jakąś rewolucję, albo przynajmniej ewolucję. Niestety wygląda na to, że nowinki wyszukiwarkowe takie jak cuil czy intrygująca Wikia Search jak na razie nie są w stanie wiele zawojować. A szkoda. Obyśmy nie doczekali czasów, kiedy google, oczywiście odpłatnie, udostępni opcję wyszukiwania wolną od spamu. Wtedy dopiero będziemy wszyscy szczęśliwi .
Dodaj nowy komentarz