Pieprzeni nieśmiertelni - Hiram

— No dobrze, mamy teraz chwilę czasu i spokoju. Dziękuję za cierpliwość. Mam nadzieję, że rozumie już pan, że sprawa jest poważna, a jeśli nie to zaraz wszystko się wyjaśni. — Carter jednak już doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Co jednak go teraz uderzyło, to fakt, że wbrew temu co przypuszczał, Hiram najwyraźniej nie jest tym na kogo wygląda. Cały ten cyrk, który przed nim odstawił idealnie zamaskował to, co było widać teraz dobrze w jego oczach. Jadon musiał być cholernie dobry w tym co robił. Sam przyjął transfer świadomości Cartera i najwyraźniej sam przelał go do nowej powłoki. Wymiótł cały personel stacji orbitalnej tylko po to by wszystko zachować w tajemnicy. Wei dałby głowę, że ludzie ci normalnie mogliby co najwyżej obejrzeć zdmuchiwanie świeczek swojego bóstwa na ekranach holowizorów. Na dodatek ten opanowany drań przez cały czas powstrzymał się od zdradzenia jakichkolwiek szczegółów, jakby bał się, że mimo totalnej pustki na Elmanie, ktoś podsłucha ich rozmowę. Carter początkowo myślał, że to po prostu jakaś chora paranoja, ale patrząc teraz w oczy swojego nowego pracodawcy, szybko doszedł do wniosku, że jest to tylko i wyłącznie chłodna kalkulacja. To z kolei doprowadziło go do konkluzji, że Jadon Hiram był zapewne bardzo niebezpiecznym człowiekiem.

Hiram jakby wyczuł, że Carter nad czymś się chwilę zastanawia, dał mu więc kilka sekund do namysłu, po czym podjął swój wywód.
— Jestem szefem tajnych służb Jego Ekscelencji. Przedstawię panu w skrócie zarys całej sytuacji, oraz to czego od pana oczekuję. Potem będzie mógł pan zadawać mi pytania, na które w miarę możliwości będę starał się udzielić możliwie dokładnych odpowiedzi. Jednocześnie mam nadzieję, że rozumie pan iż wszystko co teraz powiem musi pozostać tylko i wyłącznie między nami. — Cartera niezwykle drażnił przesadnie formalny ton tego człowieka, jednak po całym tym teatrzyku, w którym przed chwilą brał nieświadomy udział, miał wrażenie, że ewentualne uwagi na ten temat zostaną po prostu zignorowane. Siedział więc cicho, odkładając na bok emocje i uważnie przyglądając się swemu rozmówcy. Skinął tylko lekko głową na znak, że rozumie i przystaje tą formę odprawy. Jadon więc kontynuował:
— Moim zadaniem jest oczywiście czuwanie nad bezpieczeństwem głowy naszego państwa, a także całego narodu. Mieszkańcy Edenu to ludzie z natury prawi, pracowici i co najważniejsze głęboko wierzący. Niestety mimo naszych wysiłków by zapewnić im prawdziwy raj na ziemi, trafiają nam się czasem zbłąkane owieczki schodzące na złą drogę. Osobiście uważam, że takie osoby też są potrzebne, nawet w tak czystym społeczeństwie jak nasze. Zapewne, poprzez nie Pan wystawia nas na próbę. Nie jest to jednak pora ani miejsce na wywody teologiczne. Dość powiedzieć, że zgodnie z wolą papieża, zadaniem moich służb było tropienie, a następnie sprawowanie ścisłej kontroli nad tymi ludźmi tak by odpowiednie Służby Czystości Duchowej mogły pracować nad ich nawróceniem i odkupieniem.
— To wszystko doprawdy fascynujące, ale może tak do rzeczy? — Nie wytrzymał Carter. — Miało być krótko i zwięźle.
— Wedle życzenia, panie Carter. — Na twarzy Hirama zagościł jakby nieco kpiący, delikatny uśmiech. — Wspomniane czarne owce ostatnimi czasy wykazują niezwykle wzmożoną aktywność. Jakby ktoś nimi kierował. Do tej pory były to zazwyczaj jednostki lub kilkuosobowe, nieskoordynowane grupy. Teraz mamy do czynienia z prawdziwą plagą. Powiem wprost panie Carter, nie ma szansy, żeby działania na taką skalę mogły się odbyć bez ingerencji kogoś z zewnątrz. Co gorsza nasz wywiad nie jest w stanie zidentyfikować źródła tych działań. — W tym momencie Jadon na chwilę przerwał, jakby ważąc słowa, które miał zaraz wypowiedzieć. Carter dostrzegł wahanie w jego spojrzeniu, które zagościło tam tylko na ułamek sekundy, ale tym razem postanowił milczeć. Hiram mógł równie dobrze grać, a jak było widać do tej pory, był na prawdę dobrym aktorem. Po chwili Jadon podjął swoją wypowiedź. - Problem, panie Carter, leży jednak gdzie indziej. Otóż tym wywrotowcom udało się w jakiś sposób podmienić nam papieża. Nie wiem jeszcze jak to zrobili, ale był to prawdziwy majstersztyk. Nikt się nie zorientował, nawet ja, kiedy to się stało. Papież Piotr VII nie jest Papieżem Piotrem VII! Skurwysyn, który zajął jego miejsce doskonale go udaje, publicznie są wręcz nie do odróżnienia.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
2 + 6 =
Rozwiąż to proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 1+3 daje 4.