Pieprzeni nieśmiertelni - Hiram
Carter zauważył autentyczne zdenerwowanie u swego rozmówcy. W pewnym momencie wydawało się nawet, że Jadon jest wprost przerażony tym co się stało. Wei po chwili jednak doszedł do wniosku, że musi być coś jeszcze, że Hiram nie jest przerażony samym faktem podmiany, ale konsekwencjami, które z tego wypływają. Dał więc mu chwilę ochłonąć. Tamten jednak sprawiał wrażenie jakby czekał na jakąś reakcję ze strony Cartera. Wei dostrzegł tą pauzę i znowu poczuł się jak w jakimś cyrku. Dał jednak za wygraną i zadał pytanie, którego jak sądził, tamten oczekuje:
— Kiedy i jak się zorientowałeś?
— Kilka tygodni temu zauważyłem, że papież zaczyna się dziwnie zachowywać. Publicznie wszystko było bez zarzutu, ale prywatnie zaczął się zmieniać. — Podjął Hiram, w mgnieniu oka pozbywając się zdenerwowania.
— A więc znowu teatrzyk — pomyślał Carter, ale ponownie, nie dał po sobie nic poznać. Jadon zaś kontynuował:
— Zaczęło się od niewinnej prośby Ojca Świętego o udzielenia mu w jego gabinecie dostępu do kamer ochrony z całej kurii. Początkowo myślałem, że nieszczęsny, na starość popada w paranoję i sądziłem, że go od tego odwiodę. Jednak po naciskach musiałem ulec i to dziwne życzenie zostało spełnione. Jakżeby można sprzeciwiać się papieskiej woli? Potem zażądał danych wywiadu. Teoretycznie zawsze miał do nich pełen dostęp, ale nigdy z niego nie korzystał. Zostawiał to mi i moim ludziom z tajnych służb. Potem było jeszcze gorzej. Zaczął ułaskawiać przestępców skazanych za wystąpienia przeciw wierze. Odwoływał Służby Czystości Duchowej, po prostu istna Sodoma i Gomora. Wtedy przyszło mi do głowy, żeby go sprawdzić. Szczerze mówiąc nie sądziłem, że to w ogóle możliwe, ale cóż, w mojej pracy nawet niemożliwe należy traktować poważnie. Sprawa była prosta, wystarczyło porównać najświeższą kopię zapasową świadomości papieża, ze wzorcem przechowywanym w naszych archiwach. — W tym momencie Jadon przerwał na chwilę chcąc przyjrzeć się twarzy Cartera.
Carterowi tymczasem wydawało się oczywistym, to że ktoś taki jak papież, wbrew temu co głosiła główna doktryna państwa, będzie miał stos korowy z regularnie wykonywaną kopią zapasową. Prawdopodobnie nawet odbywało się to zdalnie, bez potrzeby chodzenia do kliniki. Ot zwykła hipokryzja starej wiary. Nie znosił tego, ale nie miał zamiaru wdawać się w dysputy. Skinął tylko lekko głową by usłyszeć kolejny akt sztuki „O tym jak Hiram czarował Cartera”.
— Okazało się, że nie zgadza się unikalny kod identyfikacyjny. Co więcej, wygląda na to, że komuś udało włamać się do naszego archiwum i tam podmienić kopię świadomości papieża. Jakaś gnida obeszła wszystkie nasze zabezpieczenia i bezczelnie wgrała kogoś innego na miejsce ostatniej kopii Piotra VII. Ktoś doskonale wiedział jak się za to zabrać. Regularnie ciało papieża poddawane jest zabiegom regenerującym. W tym czasie Jego Świątobliwość ma w zwyczaju wchodzić w powłokę pospolitego mieszkańca Edenu. Przechadza się w niej wśród ludzi, czasami wystawia ich osobiście na próby. Nie muszę chyba tłumaczyć jak bardzo jest to dla nas, osób odpowiedzialnych za jego bezpieczeństwo, uciążliwe. W każdym bądź razie, mieliśmy wypadek, który jak się potem okazało, był częścią większego planu. W jednym z zaułków najbiedniejszej dzielnicy Watykanu, dwóch żebraków pobiło się o pomarańczę, która spadła ze straganu z owocami. Jego Ekscelencja chciał zapewne interweniować i pouczyć tych dwoje, a nawet im pomóc, jeśliby okazali skruchę. Ojciec Święty zawsze w takich sytuacjach okazywał wielkie serce. Zanim jednak zdążył się odezwać do tych łachmaniarzy, jeden z nich wydobył skądś nóż rozszczepieniowy i w ułamku sekundy wbił go w klatkę piersiową papieża. Prawie wykroił mu serce! Drugi rzucił się na Jego Świątobliwość i przewrócił go na ziemię. Też miał nóż. Dźgał nim ciało papieża na oślep, jakby był w jakimś dzikim szale. Zanim ochrona zdążyła zareagować było już za późno. — Hiram zamilkł na chwilę i popatrzył przed siebie niewidzącym spojrzeniem, jakby odtwarzając w myślach tamte wydarzenia. Zaczęli wchodzić w niższe partie atmosfery Edenu i wokół kadłuba promu formowała się charakterystyczna kula ognia. Całym pojazdem zaczęły wstrząsać turbulencje, co jakby obudziło Jadona, który zmęczonym głosem opowiadał dalej:
— Jeden z napastników ulotnił się w mgnieniu oka, drugiego zaś trzech naszych ludzi musiało siłą zdejmować ze zwłok papieża. W takich sytuacjach procedura jest prosta. Ochrona obecna na miejscu nie może wzbudzać podejrzeń. Ba! Oni nawet nie wiedzą, że ochraniają papieża. Nie ma więc żadnych spektakularnych akcji ratunkowych, ani pościgu. Dwóch agentów dyskretnie zaczęło szukać pierwszego ze sprawców napaści, a reszta udająca zwykłych przechodniów zajęła się Jego Ekscelencją, a w zasadzie tym, co z niego zostało. A teraz najciekawsze. Gdy resztki powłoki Jego Świątobliwości wróciły do naszej kliniki okazało się, że brakuje stosu korowego. Ci skurwiele najwyraźniej doskonale wiedzieli kogo napadają. Po oględzinach doszliśmy do wniosku, że ten, który dźgał niby na oślep, wyraźnie celował w tył głowy. Sukinsyn dosłownie pokroił pół głowy papieża na kawałki, żeby dostać się do stosu korowego. Musi pan wiedzieć, że zaledwie kilka osób na tej planecie wiedziało, kim był zaatakowany. Również tylko one wiedziały, że papież ma stos korowy.
— Najwyraźniej ta informacja nie byłą tak tajna jak się mogło wydawać. — Złośliwie wtrącił Carter, którego denerwował patetyczny ton tej całej opowieści. Hiram zdawał się jednak go nie słyszeć i kontynuował swój monolog:
— Początkowo myśleliśmy jednak, że to tylko akcja tych cholernych czarnych owiec. Że po prostu brak stosu korowego papieża to zwykły przypadek. Chłopak tak załatwił czaszkę Jego Ekscelencji, że stos mógł po prostu gdzieś wypaść w czasie całego zamieszania. Nikt na miejscu zdarzenia nie wiedział, że stos powinien tam być, więc nikt się nie zorientował, że ten cholerny metalowy krążek gdzieś zaginął. Proste i logiczne. Brzytwa Okhama. — Na twarzy Hirama na chwilę zagościł gorzki uśmiech. — Nie było czasu na dochodzenie, bo następnego dnia papież miał się pojawić publicznie z okazji obchodów rocznicy założenia kolonii na Edenie. Odtworzyliśmy go więc z ostatniej kopii zapasowej jaką dysponowaliśmy i o sprawie zapomnieliśmy. Jedyne na czym się skupiliśmy to szukanie pierwszego ze sprawcy morderstwa. Drugi, którego ujęliśmy na miejscu, odebrał sobie życie zanim zdążyłem go przesłuchać. Podejrzewam, że ktoś mu pomógł.
— Gdy zorientowałeś się, że papież jest podmieniony, nie mogłeś wyciągnąć jakiejś jego starszej wersji z archiwum? Nie wierzę, że przechowujecie tylko jedną kopię jego świadomości.
— Gdy się zorientowałem, było już za późno. Ten skurwysyn, który zajął miejsce Piotra VII jakimś cudem sabotował archiwum. Wszystkie przechowywane kopie są albo uszkodzone, albo zawierają kopię tego gnoja.
— No dobrze, ale do czego ja ci jestem potrzebny? Nie wierzę, że nie jesteś w stanie usunąć tego typka i wybrać sobie nowego papieża?
— To nie takie proste. Gdy ten chuj dowiedział się, że połapałem się w całym tym teatrzyku, zagroził że zrobi nam tu prawdziwe piekło. A ja zaczynam wierzyć, że jest do tego zdolny. Skurwiel każe się nazywać, Nowym Mesjaszem. Chrystusem! Ale on chce czegoś innego. Coś knuje, Carter, tylko nie mam pojęcia co. Po pierwsze nie wziął się znikąd, ktoś musiał mu pomóc. Ktoś z zewnątrz musiał maczać w tym palce. To jakiś cholerny spisek, który sięga dalej niż jestem w stanie zobaczyć. Na dodatek jestem teraz bezsilny. Odciął mnie praktycznie w całości od władzy jaką miałem. Mam związane ręce. W każdej chwili ten bluźnierca może skazać mnie na stos za herezję. Szczerze mówiąc dziwię się że jeszcze tego nie zrobił, prawdopodobnie myśli, że wiem więcej niż jest w rzeczywistości i boi się, że zapewniłem sobie jakąś polisę ubezpieczeniową. Tylko, że ja nic takiego nie mam! Jedyną polisą ubezpieczeniową jaką w tej chwili posiadam jesteś ty, Carter!
— Nie wierzę, żebyś był w stanie mnie tu ściągnąć w sytuacji, gdy jak twierdzisz, masz związane ręce. — odpowiedział uśmiechnięty Carter. To ostatnie wyznanie Hirama autentycznie go rozbawiło.
— Ściągaliśmy tu ludzi w ten sposób już nie raz. Wielu rzeczy jeszcze nie wiesz o Edenie, więc nie wyciągaj zbyt pochopnych wniosków. Dość powiedzieć, że robiłem to już wcześniej, a ściągnięcie ciebie wymagało po prostu więcej pieniędzy i mocniejszego szarpnięcia za pewne sznurki. To wszystko. — Po wcześniejszym zdenerwowaniu i złości znowu nie było śladu, a głoś Jadona był teraz chłodny i opanowany. — Teraz zaś chcę, żebyś dokopał się temu gnojowi do tyłka. Chcę wiedzieć, kto i przede wszystkim dlaczego, wysadza mnie z siodła. Jak to ustalimy, zastanowię się co dalej. Na chwilę obecną sam nie mogę zrobić tutaj praktycznie nic. Ty zaś, formalnie tu nie istniejesz. Żebyś zaś nie myślał, że to jakiś wałek, ustawiłem ci kopię zapasową i zostawiłem na stacji orbitalnej. Jeśli tylko coś ci się stanie, zostaniesz tam wskrzeszony z ostatnio zachowanego stanu i będziesz mógł sam zdecydować co dalej. — Powiedziawszy to Hiram zamilkł wpatrując się tym swoim badawczym wzrokiem w Cartera, oczekując jego reakcji.
Wei tymczasem analizował to co usłyszał od samego przybycia w to miejsce. Bajka, którą przed chwilą usłyszał bardzo mu się spodobała, ale ewidentnie nie trzymała się kupy. Coś tu cuchnęło i nie był to zapach smoły z szykowanego dla Hirama stosu. Po pierwsze, jak rozumował Carter, niemożliwe, żeby ściągnięcie go tutaj było nieplanowaną akcją na szybko. Nie da się tego po prostu zmontować w kilka dni. Wiedział to doskonale, gdyż sam kiedyś organizował podobne przechwycenie. Poza tym brakowało mu jeszcze kilku elementów tej układanki. Hiram na pewno nie mówił wszystkiego. To rzekome obnażenie własnej słabości i nieporadności na końcu przedstawienia, po prostu do niego nie pasowało. Wyczuwał fałsz w jego głosie, ale był to bardzo dobrze ukrywany fałsz. Prawdopodobnie Hiram sprzedawał mu sprytnie spreparowane kłamstwo podszyte solidną dawką prawdy. Takie kłamstwo, które tylko drobny detal dzieli od prawdy. Jednym słowem kant prawie doskonały. — Wbijasz sobie nóż w plecy igrając ze mną. — Pomyślał Carter bacznie obserwując reżysera tego spektaklu. Hiram znalazł się właśnie na czele listy osób do rozpracowania, tuż przed tajemniczym Nowym Mesjaszem. Wei czuł, że klucz do zagadki to właśnie Jadon, a nie przeklinany przez tamtego oszust. Przemyślenia te jednak zachował dla siebie.
— No dobrze, zabierz mnie na nocny spacer po tym Nowym Watykanie. — Rzucił pogodnie Carter, szeroko się uśmiechając.
— Zaczynam wierzyć, że sprowadził cię do nas sam Bóg. — Odpowiedział żartobliwym tonem Hiram, a Wei odniósł wrażenie, że z żartem nie miało to nic wspólnego.
Dodaj nowy komentarz