Pieprzeni nieśmiertelni - Powitanie I
Trochę sprzętu. — pomyślał z przekąsem Wei patrząc na pokaźny magazyn najnowszych cudów techniki wywiadowczej i militarnej. Broń i przeróżne gadżety były po prostu wszędzie. Wyeksponowane na ścianach, stołach i regałach niczym na jakiejś wystawie. Wszystko zalane jednolitym jasnym światłem sączącym się z całej powierzchni sufitu. Kiedyś czułby się w takim miejscu jak dziecko w sklepie z zabawkami i nieograniczonym limitem na karcie płatniczej. Teraz jednak czuł się po prostu staro. W kolekcji Jadona znajdował się chyba każdy z bardziej znaczących modeli broni skonstruowanych od czasów początku Wielkiej Ekspansji, kiedy to ludzie zaczęli masowo zasiedlać nowe światy. Carter znał każdy z gnatów, które miał przed sobą. Na dodatek był niemal pewny, ze każdy z tych modeli przeszedł kiedyś przez jego ręce. Nawet zabytkowe już pistolety automatyczne na archaiczne naboje łuskowe.
Kilka wieków historii zaciążyło na Carterze z niespotykaną siłą. Mimo, że był doskonałą maszyną do zabijania, nadal gdzieś w głębi siebie pozostawał zwykłym człowiekiem. Na dodatek bardzo starym człowiekiem, który czasami ma już dość tego wszystkiego. Te melancholijne myśli przychodziły coraz częściej, nigdy jednak nie atakowały go gdy był trzeźwy. Nigdy też tak mocno, jak teraz. Przechodząc między regałami zastawionymi sprzętem, czuł się jak w muzeum.
— Sam powinienem też tu gdzieś zawisnąć — wyszeptał z goryczą.
— To się da załatwić. — odpowiedział głośno stojący z tyłu Hiram. — Myślę, że miejsce obok słynnego igłowca Hag & Austrov Mark IV byłoby wyśmienitym wyborem. — Dodał z kamienną miną.
— Tak, mój stos korowy z tabliczką „Relikt przeszłości” albo czymś równie głupim, dobrze by tu pasował. Chociaż może lepiej byłoby obok… — Carter ugryzł się w język zanim wymienił nazwę najstarszego pistoletu w kolekcji. Wei był wprawdzie stary, ale nie był głupi i doskonale wiedział, że nikt nie lubi ludzi żyjących tak długo jak on. — … nieważne — rzucił tylko przez ramię szukając dla siebie czegoś odpowiedniego.
— Myślę, że w obliczu czekającej pana pracy „Gniew Boga” byłby zdecydowanie lepszym epitafium — odparł lodowatym głosem Hiram. — Prosiłbym jednak, żeby wybrał Pan teraz co trzeba, a miejsca na wieczny odpoczynek poszukamy potem. Póki co proszę się nie krępować. Chciałbym też, jeśli to możliwe, żeby nie musiał Pan już tutaj wracać, dlatego proszę brać co tylko wyda się panu potrzebne.
Co tylko wyda mi się potrzebne — powtórzył w myślach Carter. — Biorąc pod uwagę to jaką mi zafundowałeś powłokę niewiele będę potrzebował. Mniej potrzeb, mniej zabawek do noszenia. Same plusy! — Rozważał dalej przeglądając dostępny w magazynie arsenał. Ostatecznie zdecydował się wybrać tylko kilka mikro granatów paraliżujących i halucynogennych do zamontowanego w prawym udzie uniwersalnego pistoletu automatycznego. Nie było sensu zabierać nie wiadomo jak dużo sprzętu – to co najważniejsze miał już wmontowane w powłoce, a przecież i tak nie będzie biegał po mieście z karabinem przewieszonym przez plecy. Oprócz broni, Carter wziął jeszcze elektroniczny wytrych najnowszej generacji – w razie czego dzięki niemu będzie w stanie otworzyć większość standardowych i średnio zaawansowanych zamków cyfrowych.
— Jak będę mógł się z tobą skontaktować?
— W powłoce masz podpiętą końcówkę naszej sieci globalnej, w książce adresowej jest też mój numer telefonu i adres e-mail. Postaraj się jednak korzystać z nich tylko i wyłącznie w ostateczności. Nasza sieć nie jest bezpieczna. Zamiast tego dam ci to. — Hiram ponownie przybrawszy mniej oficjalny ton podał Carterowi niewielki słoiczek różowawego biożelu, w którym pływał podłużny kształt przypominający małą dżdżownicę.
— Pięknie. Co to? Jakiś implant komunikacyjny?
— Niezupełnie. To DIBDIC – zcyborgizowany pasożyt inwigilacyjny. Wystarczy przyłożyć go do szyi. Zainstaluje się tuż pod skórą. W ciągu 12 godzin podłącza się pod układ nerwowy żywiciela i będzie w stanie nagrywać to co ten widzi i słyszy. Będzie też regularnie przesyłał dane do mnie…
— Czyli ta glista ma się zagnieździć w mojej powłoce?! — Niemal krzyknął. — A zresztą — zrezygnowany machnął ręką — nie takie rzeczy już w sobie nosiłem. — Skrzywił się na samo wspomnienie przeszłości. Na dodatek ta permanentna inwigilacja wcale nie przypadła mu do gustu. — Czy mogę to w razie czego jakoś wyłączyć?
— Nie. Pasożyt przeżyje w powłoce żywiciela około miesiąc, może trochę dłużej. — odpowiedział spokojnie Hiram i wrócił do swojego monologu — To niestety na razie tylko prototyp i może nie działać w pełni poprawnie. — Jadon surowym spojrzeniem powstrzymał kolejny komentarz Cartera — Ma bardzo ograniczoną pojemność pamięci. Normalnie programuje się go tak, żeby aktywował się tylko jeśli rozpozna głos lub sylwetkę śledzonego obiektu. To po prostu bardzo zmyślne urządzenie podsłuchowe. Pół komputer, pół pasożyt. Zbiera dane, szyfruje je i wysyła w nieregularnych odstępach czasu na nietypowej częstotliwości radiowej. Dzięki temu trudno jest go namierzyć, niestety też nie da się go kontrolować. Ten został zaprogramowany tak, że reaguje na hasło wypowiedziane głosem twojej powłoki.
— I z chwilą wypowiedzenia hasła, implant zacznie nagrywać wiadomość, którą potem przekaże tobie?
— Tak. Hasło, które dla ciebie wybrałem to „Jezus Chrystus wiecznie żywy”. Wystarczy że wypowiesz je szeptem. Nagrywanie ustanie gdy ponownie wypowiesz hasło, lub nikt nie będzie nic mówił przez 30 sekund i w tym czasie nic nie będzie się ruszać w twoim polu widzenia. Najlepiej więc na te 30 sekund zamknąć po prostu oczy.
— Jakie jest ryzyko wykrycia w razie skanowania?
— Dzięki temu, że implant w części jest żywym organizmem, trudno będzie go zidentyfikować. Dodatkowo to nowa technologia, więc nawet jeśli podczas skanowania ktoś to zauważy, pomyśli raczej, że to jest odłamek lub jakiś stary, nieaktywny implant medyczny. Wszystkie połączenia z układem nerwowym nosiciela tworzone są poprzez układ nerwowy samego pasożyta, więc pozornie cała zaszyta w nim elektronika będzie wyglądać jak niepodpięta. Takie są przynajmniej założenia.
— Założenia? Pięknie! Czy to w ogóle było testowane?
— Na małej grupie obiektów.
— Fantastycznie! Czyli jestem kolejnym królikiem doświadczalnym. Módl się więc żeby gdy przyjdzie co do czego, nikt tego we mnie nie znalazł!
Hiram tylko wzruszył ramionami.
— No dobra. Ty będziesz mnie słyszał, tylko jak ma przebiegać kontakt w drugą stronę, skoro nie ufasz własnej sieci? Telepatycznie? — Zakpił Carter.
— Tak. Coś w tym stylu.
— Że kurwa co proszę?!
— To trochę bardziej skomplikowane niż ten implant. — Westchnął Hiram bezradnie wzruszając ramionami. — Postaram się to wytłumaczyć w czasie naszego spaceru po mieście. Jeśli masz już wszystko, to możemy ruszać. — Choć zżerała go ciekawość, Carter zdążył się już przekonać, że jeśli Hiram nie chce w danej chwili o czymś rozmawiać, to tego nie zrobi. Dał więc sobie spokój zarówno z gniewem, jak i ciągnięciem Jadona za język, choć bardzo nie podobało mu się bycie marionetką w rękach tego człowieka.
— A te płaszcze? — Carter wskazał na rząd gustownych płaszczy idealnie pasujących do garderoby i sylwetki Hirama.
— Coś w rodzaju współczesnej zbroi.
— Tyle się domyślam, skoro tu wiszą, ale z tego co kojarzę ostatnie modele raczej słabo radziły sobie w tej roli? Szczególnie w konfrontacji z igłowcami.
— Eden to miejsce wielu niespodzianek — odpowiedział z uśmiechem Jadon. — To również jest prototyp, który zapewne niedługo wejdzie do masowej produkcji. Jest w stanie powstrzymać serię z miotacza igieł wystrzeloną z odległości około pięciu metrów. Dodatkowo całkiem nieźle radzi sobie w starciu z ostrzem rozszczepieniowym – jest w stanie pochłonąć około połowy emitowanej przez ostrze energii powodując że staje się ono dużo mniej skuteczne w starciu z ciałem chowającego się pod płaszczem człowieka. Niestety przy ostrzach o dużej mocy, efekt ten jest niewystarczający by zapewnić sobie bezpieczeństwo. Oczywiście, płaszcz standardowo chroni przed skrajnymi temperaturami i substancjami żrącymi, a także odłamkami. — Carter w tym czasie miął w dłoniach rękaw jednego z płaszczów przyglądając mu się uważnie.
— Wydaje się być dość sztywny. — Stwierdził.
— Dla zwykłego człowieka bez dopału bojowego, czyli takiego jak ja, czy każdy inny mieszkaniec Edenu, nie ma to wielkiego znaczenia.
Akurat! Zwykłego człowieka jak ty. — Pomyślał Carter.
— Jednak dla kogoś z twoją powłoką i doświadczeniem, będzie to raczej istotne ograniczenie. — Szybko dokończył Hiram.
Carter rozejrzał się jeszcze raz po imponującej zbrojowni Jadona. Zastanawiał się do czego temu człowiekowi potrzebny jest taki arsenał? Hiram twierdził wprawdzie, że jest (a w zasadzie był) szefem papieskiej ochrony ale sprawiał raczej wrażenie człowieka, który swoją pracę wykonuje siedząc za biurkiem i pociągając za sznurki niż samemu biegając po okolicy z bronią w ręku. Z drugiej strony powierzchowność to jedno, ale przecież przed kilkudziesięcioma minutami idealnie, niczym doświadczony wojskowy pilot, posadził na ziemi antyk, który na dodatek wyglądał jakby nie miał prawa nawet poderwać się do lotu.
Po chwili rozmyślania, czując na plecach niecierpliwe spojrzenie swojego zleceniodawcy, Carter doszedł do wniosku że nie ma sensu zaprzątać sobie teraz głowy tym tematem. Normalnie nie pozwalał tak sobą sterować, ale to nie była normalna sytuacja. Znalazł się na planecie, która dla większości ludzi w galaktyce praktycznie nie istniała. Rozwalenie Hirama tu i teraz na pewno przyniosłoby Carterowi chwilę ulgi, ale z drugiej strony spowodowałoby to masę dodatkowych problemów. Wei nie znał tego świata. Nie znał panujących tu zwyczajów. Na dodatek nie znał tu nikogo i był przekonany, że nie da się tu od tak po prostu wejść do centrum transferowego i zażyczyć sobie by go odesłano na Archimedesa. Sądząc po tym co do tej pory usłyszał, Carter był niemal pewien, że znalezienie jakiegokolwiek centrum transferowego w tej zapyziałe dziurze może być co najmniej kłopotliwe. Dlatego też uznał, że pozwoli Hiramowi żyć i podporządkuje się roli jaką dla niego przewidziano. Było to po prostu bardziej opłacalne. Na razie.
Carter uśmiechnął się na samą wizję rosnącej kałuży krwi wyciekającej z rozłupanej czaszki Jadona. Szybkim ruchem otworzył słoiczek z implantem inwigilacyjnym i przyłożył jego zawartość do szyi. Poczuł lekkie ukłucie, potem chwilę swędzenia i to wszystko. Trwało to nie dłużej niż piętnaście sekund. Ostentacyjnie wytarł umazaną biożelem dłoń w jeden z bojowych płaszczy. Rękawem drugiego z nich wytarł sobie szyję i kark, po czym ruszył w kierunku wyjścia nie oglądając się za gospodarzem. Po drodze do drzwi wrzucił jeszcze do kieszeni spodni kilka magazynków do ukrytego w prawym nadgarstku miotacza nanoigieł i drugie tyle magazynków z różnego rodzaju pociskami dla uniwersalnego pistoletu spoczywającego tuż pod skórą prawego uda. W kieszeniach marynarki pobrzękiwały wybrane wcześniej mikro granaty. — Będę musiał sprawić sobie jakieś odpowiedniejsze ubranie do tych zabawek. — Pomyślał wychodząc ze zbrojowni.
Dodaj nowy komentarz