Pieprzeni nieśmiertelni - Ugo II

Poprzednia część tekstu.

Ugo szedł ulicą rozmyślając. Vesta Mebi zawsze była dla niego kobietą zagadką. Nigdy nie spotkał kogoś takiego jak ona. Z jednej strony budziła szacunek swoim profesjonalizmem, z drugiej w niezwykle sprawny sposób potrafiła łamać wszelkie bariery międzyludzkie, dzięki czemu każdy czuł się jakby była jego najlepszą przyjaciółką. Nigdy nie pozwalała wyprowadzić się z równowagi i praktycznie wszystko potrafiła załatwić bezkonfliktowo. Ugo był do tego oczarowany jej urodą. Zawsze zadbana i nawet w regulaminowym, bezbarwnym uniformie, wyglądała po prostu pięknie. Wystarczyło jedno spojrzenie jej szmaragdowych, subtelne skrytych za złocistymi lokami oczu, by pod Ugo Acarnanusem uginały się nogi, a serce zaczynało bić szybciej. Nie raz marzył o tym, by zaprosić ją na lunch albo nawet na kolację. Nie mógł się jednak przemóc. Wprawdzie sam był kawalerem, a Vesta mimo niezaprzeczalnych wdzięków pozostawała panną, to jednak różnica wieku onieśmielała go do tego stopnia, że bał się ośmieszenia przed tak dojrzałą i doświadczoną kobietą. Na dodatek taki związek w pracy zdecydowanie nie był mile widziany. Zatem Ugo, podobnie jak w tej chwili, ograniczał się do rozmyślania o tym jak by to było związać się, a może i ożenić z tak wspaniałą kobietą jak Vesta Mebi.

W tej chwili jednak widok zmysłowego spojrzenia Mebi, które posłała Acarnanusowi na pożegnanie nie chciał zniknąć mu z przed oczu. Niespełnione wizje wspólnych chwil zaczęły się nasilać i Ugo zaczął snuć coraz śmielsze fantazje. Idąc automatycznie w kierunku swojego domu, niemal bezwiednie wymijał przechodniów wyobrażając sobie wspólne, intymne chwile spędzone z Vestą Mebi. Układał menu, romantycznej kolacji z kieliszkiem dobrego wina z Jeruzalem, a chwilę potem pojawił się zmysłowy flirt…

Z rozmyślań wyrwało go bicie kościelnych dzwonów. Południe. Ugo zatrzymał się nieco otumaniony rozglądając się bezradnie dokoła i próbując zorientować się gdzie się znajduje. Po chwili dotarło do niego, że jest w połowie drogi do domu, tuż obok jednej ze swoich ulubionych kawiarni, „Hosanna”. Gdy tylko przyszło otrzeźwienie od razu skarcił się w duchu za nieczyste myśli. — Znowu, z powody pięknej Vesty Mebi będę potrzebował rozgrzeszenia — pomyślał, po czym postanowił, że do spowiedzi pójdzie podczas wieczornej mszy. Nie znosił tych bezdusznych konfesjonałów stojących na ulicach, niemal na każdym rogu, niczym antyczne budki telefoniczne ze starych filmów. Człowiek wchodził tam i czekał na połączenie z głównym Centrum Spowiedzi. Niestety jeśli spowiednicy, którzy tam pracowali mieli dużo grzechów do wysłuchania, to czasami czekanie przeciągało się nawet do kilkudziesięciu minut. Połączenie było oczywiście bezpłatne, ale Ugo nie znosił czekania w tej małej, ciasnej budce. Wprawdzie można było wtedy przekazać darowiznę ze swojego chipu kredytowego by uzyskać połączenie priorytetowe, ale mimo wszystko Ugo jakoś nie mógł się przekonać do rozmowy na odległość z anonimowym duszpasterzem. Miał wrażenie, że jest w tym coś nienaturalnego i znacznie lepiej czuł się na tradycyjnej spowiedzi, w kościele, bezpośrednio u duchownego z krwi i kości. Ugo chcąc uspokoić myśli postanowił zatrzymać się na chwilę w „Hosannie” i oddać się modlitwie.

Ugo Acarnanus bardzo lubił tę kawiarnię, ze względu na niemal niezmącony spokój jaki oferowała. Tym bardziej w tej chwili, gdy wewnątrz było raptem kilka osób. Po środku siedziało starsze małżeństwo pogrążone w cichej rozmowie. W jednym rogu, młody mężczyzna zagłębiony w lekturze „Głosu Pana” zdawał się nie zwracać uwagi na to co dzieje się wokół. W przeciwnym rogu kawiarni, samotnie, przy stoliku siedziała młoda kobieta zatopiona w rozmyślaniach z dziwnie skupionym wyrazem twarzy i kompletnie nieobecnym spojrzeniem. Sam lokal umiejscowiony był pod arkadami, na zbiegu dwóch ulic. Można było usiąść przy jednym ze stolików na otwartym powietrzu, pozostając jednocześnie skrytym w kojącym cieniu budynku wznoszącego się wyżej. Odnosiło się wtedy wrażenie, że zgiełk ulicy staje się nico stłumiony i przechodzi w rodzaj kojącego szumu. Ugo przypuszczał, że przyczyną tego była specyficzna akustyka tego miejsca. Często przesiadywał tutaj na skromnej, nieco odosobnionej kanapie w głębi lokalu. Mógł tam spokojnie zamknąć oczy i pozwolić ponieść się modlitwie. Dzięki niej mógł skupić się na otaczających go ludziach, co właśnie miał zamiar zaraz zrobić. Kelnerzy wiedzieli, że nie należy mu przeszkadzać, za co Ugo potrafił hojnie dziękować i nawet jeśli nic nie zamówił, to zawsze w modlitwie prosił o pomyślność dla tych prostych ludzi. Oczywiście jako funkcjonariusz Służb Czystości Duchowej nie mógł zostawiać napiwków, gdyż byłoby to uznane za poważny nietakt z jego strony, dlatego też zawsze starał się odwdzięczyć obsłudze lokalu żarliwą modlitwą za ich dusze.

Podobnie było i tym razem, a gdy Ugo pomodlił się już przepraszając za swoje grzeszne myśli i poprosił o opiekę nad pracownikami Hosanny, jego myśli zaczęły się rozwiewać. Ugo zaczął wsłuchiwać się w szum ulicy, koncentrując się na głosach ludzi dobiegających go ze wszystkich stron. Siedział z zamkniętymi oczami i po chwili z ciemności pod powiekami zaczęły wyłaniać się jasne plamy światła. Każda z tych plam nabierała stopniowo koloru i ostrości, przez co z każdą chwilą stawały się one coraz bardziej wyraźne. Jaśniejące, różnokolorowe plamy idealnie odpowiadały wszystkim ludziom znajdującym się w najbliższym otoczeniu Ugo. Barwa każdej z plam odpowiadała czystości duchowej danej osoby. Był to ów tajemniczy Dar, który posiadali wszyscy członkowie SCD. Ugo nie potrafił wyjaśnić jego pochodzenia ani działania. Tak jak inni, po prostu głęboko wierzył, że jest to dar od Boga i starał się go jak najlepiej wykorzystać ku chwale Najwyższego. Fascynowała go ta niezwykła umiejętność zajrzenia w dusze bliźnich i wybadania ich prawdziwej natury. Gdy Ugo dopiero uczył się posługiwać tą niezwykłą umiejętnością, zadziwiało go to jak łatwo grzesznik potrafi zwieść niewprawne oko zwykłego człowieka. Kiedyś, poprzez Dar, Ugo odkrył, że jego sąsiad, człowiek, którego wszyscy uważali za ideał i wzór do naśladowania, jest w rzeczywistości na wskroś zepsutym cudzołożnikiem. Krótkie i sprawne dochodzenie przeprowadzone przez SCD wykazało, że człowiek ten, najwyraźniej opętany przez siły nieczyste, obrał sobie za cel życiowy uwodzenie i sprowadzanie na złą drogę cudzołóstwa prawych i pobożnych kobiet.

Teraz, będąc w tym szczególnym stanie umysłu, Ugo starał się jeszcze bardziej skoncentrować. Jego celem było doprowadzenie do połączenia wizji, którą widział pod zamkniętymi powiekami z rzeczywistym obrazem otoczenia. Było to bardzo trudne, ale odpowiedni trening i umiejętności pozwalały w pewnym momencie otworzyć oczy tak, by cały czas widzieć zarówno świat materialny, jak i obraz dusz dostrzegany dzięki Darowi. O tym właśnie mówił dzisiaj kapitan Giles. Z tego co Ugo wiedział, niewiele osób to potrafiło i on, młody sierżant SCD, był jedną z tych osób. Najlepsi potrafili utrzymać się w tym stanie przez dłuższy czas, a nawet wykonywać w tym czasie inne czynności. Ugo jednak był na razie na etapie jednoczesnej obserwacji dwóch przenikających się światów. Gdyby tylko spróbował ruszyć się z miejsca, cały obraz by prysnął i ponowne wprowadzenie się w ten złożony stan koncentracji wymagałoby kolejnej modlitwy oraz dodatkowego czasu. Na razie mógł sobie pozwolić jedynie na drobne ruchy głową i w miarę swobodne rozmyślanie lub zdawkową rozmowę.

Ugo Acarnanus był urzeczony tą manifestacją Boskiej potęgi, której cząstkę Najwyższy przekazał wybranym ludziom, w tym jemu samemu. Przyjmował to jako wielki zaszczyt. Zdawał sobie jednak sprawę, że jest to zaledwie drobnostka w porównaniu z tym co potrafi przykładowo sam Ojciec Święty. Umiejętność zejścia między mieszkańców Edenu w ciele zwykłego człowieka była dla Ugo czymś niewyobrażalnym. Z drugiej strony zastanawiał się czy czy faktycznie Papież wcielał się w inną osobę czy było to tylko doskonałe przebranie? Tego nie potrafił sam rozstrzygnąć, a nie śmiał pytać o to przełożonych w SCD. Ugo Często marzył też o tym, że spotyka Jego Świątobliwość osobiście i, że poznaje go po oślepiającym blasku jego duszy najczystszego z ludzi. Tym razem jednak myśl o Papierzu była bolesna, gdyż przypomniała o obrzydliwym zamachu na Jego Ekscelencję, który miał niedawno miejsce. — Kim byli ludzie, którzy dopuścili się tak odrażającej zbrodni? — rozmyślał. Zastanawiało go też jak mogło dojść do takiej sytuacji, skoro Ojciec Święty, nawet w przebraniu, miał dyskretną obstawę ludzi pobłogosławionych Darem tak jak Ugo. Ludzi, którzy na pewno byli lepsi od niego w wyławianiu czarnych owiec z otoczenia.

Z zamyślenia wyrwało go nagłe zaburzenie we względnie jednolitej plątaninie jasnych kleksów światła. Pod arkady na moment wszedł mężczyzna od którego bił niepokojąco intensywny, bordowy blask. Człowiek ten samą swoją postawą wyróżniał się z otoczenia. Poruszał się zdecydowanym sprężystym krokiem, niepodobnym do nieco snujących się, spokojnych ludzi z otoczenia. Bordowa plama wraz z odpowiadającym jej mężczyzną zatrzymała się na moment przy stoliku tej zamyślonej, młodej kobiety, którą Ugo widział wchodząc do kawiarni. Kobieta nie odwróciła głowy w stronę przybysza, ale Acarnanus był przekonany, że wykonała w jego kierunku nieznaczny i bardzo szybki gest dłonią. Zaraz po tym przybysz błyskawicznie się oddalił wtapiając się w tłum na ulicy. Ugo był gotowy natychmiast zerwać się z miejsca i ruszyć w ślad za nim, gdyż tak nieczysta dusza mogła oznaczać tylko najpoważniejszego grzesznika. Coś go jednak powstrzymało. Jakieś przeczucie mówiące mu, że z kobietą przy stoliku, którą odwiedził ten groźny przechodzień, jest coś nie w porządku. Ugo skupił na niej wzrok starając się jednocześnie maksymalnie skoncentrować na obrazie jej duszy. Wtedy dostrzegł coś niezwykłego — delikatne mignięcie niemal białego obrazu jej duszy. Było to ledwie zauważalne i w pierwszej chwili Ugo miał wrażenie, że to przywidzenie, jednak po chwili skupienia dostrzegł to znowu. Teraz wpatrując się dalej w odzwierciedlenie duszy tej kobiety, zauważył też inną niezwykłą rzecz. Wszystkie obrazy dusz jakie dotąd widział delikatnie drgały i nieznacznie zmieniały barwy, w zależności od tego o czym myślała dana osoba. Tymczasem przed oczami Ugo, siedziała kobieta z wizerunkiem idealnie jednolitej duszy, który na dodatek nie drga, a migoce w niemal niezauważalny sposób.

Ugo nagle poczuł szybsze bicie serca. Uświadomił sobie, że trafił na coś niezwykłego. Przed chwilą, tuż obok niego, praktycznie przebiegł jeden z największych grzeszników, jakich do tej pory zdarzyło mu się spotkać. Na dodatek człowiek ten najwyraźniej był w jakiś sposób powiązany z tą podejrzaną kobietą, która siedziała raptem trzy metry dalej. Po chwili obserwacji i głębszym zastanowieniu, Ugo uświadomił sobie, że obraz duszy, który widzi, wydaje się być po prostu sztuczny. — Stary Gil na pewno się nie ucieszy — pomyślał jednocześnie podejmując decyzję o zbadaniu tego co właśnie zobaczył. Ugo Acarnanus poczuł że trafił na coś wielkiego i nie zamierzał przejść obok tego obojętnie.

Czytaj ciąg dalszy.

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
2 + 1 =
Rozwiąż to proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 1+3 daje 4.