Przepowiednia - część 2

Przeczytaj poprzednią część opowiadania.

Maurycy stał jak wryty z rozdziawionymi ustami. Nawet nie zdążył się odezwać, gdy ta stara, pomarszczona kobieta wykrzyczała mu prosto w twarz, jednym tchem:
– Twoi skłóceni rodzice w końcu się rozejdą, potem umrze Ci matka, a to wszystko wydarzy się z Twojego powodu i nic na to nie poradzisz! – Nie czekając na reakcję wściekle trzasnęła drzwiami i zamknęła je od środka na klucz. Przez chwilę słyszał jeszcze jak wykrzykuje coś do siebie. Wtórował jej dziwny grzechot, jakby idąc roztrącała stopami małe kamyki na parkowej ścieżce.

Chłopak stał przez chwilę nie wiedząc co ma ze sobą zrobić. Zdziwienie przesłaniało grozę usłyszanych słów. Gdy pierwszy szok minął, zaczęła do niego docierać potworność tego co właśnie zostało powiedziane. „Matka umrze z twojego powodu” – zahuczało mu w głowie. Ból, smutek i przerażenie w jednej chwili ścisnęły Maurycego za gardło. Obraz przed oczami zaczął powoli ciemnieć.

Nieświadomie odwrócił się na pięcie i puścił biegiem w stronę ruchliwej ulicy. W głowie pojawiła się wizja oddalających się od siebie rodziców. Z oczu popłynęły łzy rozpaczy. Nie widział jak ani dokąd biegnie – nogi niosły go same. W słonych kroplach zalewających twarz zobaczył jak ukochana mama ginie pod kołami jadącego autobusu. Widział oczyma wyobraźni jak na spokojnej uliczce, na przedmieściach, dochodzi do tragedii. Przerażony umysł podsuwał coraz to nowe szczegóły makabrycznego wypadku. Ciało kobiety leżące na asfalcie, powykręcane w niemożliwej pozie. Biała, zwiewna sukienka zalana krwią. Groteskowy, czerwony rozbryzg na zielonej karoserii autobusu. Kawiarnia „Przy Przystanku” po drugiej stronie ulicy, gdzie zaalarmowani klienci podrywają się z wiklinowych krzeseł, skrytych w cieniu błękitnych parasoli. Scena kontrastowo skąpana w letnim słońcu; przerażająca wizja, zatrzymana jak w stop-klatce dioramy jakiegoś szalonego modelarza. „Umrze z twojego powodu, z twojego powodu, z twojego powodu. Zabijesz ją!” – jak echo odbijały się w jego głowie zniekształcone przez wyobraźnię słowa staruchy o pergaminowej twarzy.

Przez łzy nie widział dokąd biegnie. Nie pamiętał jak i kiedy znalazł się w swoim azylu. Stał na środku dyrektorskiego gabinetu. Zaciskał w złości pięści, przebijając paznokciami skórę dłoni. Cały czas myślał o tym co usłyszał. Myślał i analizował. W końcu, gdy pierwsze krople krwi zaczęły kapać na podłogę, podjął decyzję. Nie pozwoli, by przepowiednia jakiejś wrednej, starej baby miała szansę się spełnić. Ucieknie stąd i nigdy nie wróci. Jest już prawie dorosły – poradzi sobie, a jeśli ten krok ocali jego mamę, to jest na niego gotowy.

Jeszcze tego samego dnia Maurycy spakował wszystkie najważniejsze rzeczy, które zgromadził w swoim drugim domu. Miał tam wszystko czego potrzebował, łącznie z ciepłymi ubraniami, suchym prowiantem i kieszonkowym skrupulatnie odkładanym przez ponad trzy lata. Nie wydał z niego ani grosza, więc uzbierała się spora sumka – wystarczająca, by kupić bilet na drugi koniec kraju i przez jakiś czas nie chodzić głodnym. Przed północą Maurycy znalazł się w autobusie mknącym na zachód, przez czarną jak smoła noc.

• • •

Zniknięcie Maurycego początkowo obudziło w jego rodzicach dawno zapomniane uczucia. Gdy razem szukali jedynego syna ich związek zaczął odżywać. Jednak z dnia na dzień, kiedy szanse na odnalezienie chłopca malały, oboje powoli wracali do dawnej złości i wzajemnej nienawiści. Niecałe pół roku później, każde z nich odeszło w swoją stronę. Rozstali się tak jak umieli, czyli wykrzykując nawzajem pretensje o to, z czyjej winy Maurycy uciekł z domu. Chłopiec nigdy się o tym nie dowiedział.

• • •

Maurycy siedział w gabinecie dyrektora parku rozrywki, patrząc w zadumie na majaczące w oddali za oknem morze. Miał dzisiaj urodziny i podobnie jak kiedyś swoje dwunaste urodziny, również te spędzał w tym szczególnym miejscu. Tym razem jednak było nieco inaczej – wszystkie meble były nowe, a na półkach panował nieskazitelny porządek. Jak zawsze w takie dni wspomnienia dręczyły go bardziej niż zwykle. Ile to już lat minęło?

Dyskretne chrząknięcie przywołało go do rzeczywistości. Przed biurkiem stała Helena, jego sekretarka. Bujne loki niedługich, kasztanowych włosów nadawały twarzy dziewczęcego uroku, odsłaniając jednocześnie smukłą szyję. Zatroskane spojrzenie jej smutnych oczu skrytych pod długimi, gęstymi rzęsami, jasno dawało do zrozumienia, że dziewczyna martwi się o swojego szefa. Ubrana w czerwoną, obcisłą sukienkę trzymała w rękach mały torcik z dwiema płonącymi świeczkami w kształcie cyfr.

Trzydzieści. Tyle lat Maurycy kończył tego dnia. Wiedział, że dziewczyna się w nim podkochuje i gdzieś wewnątrz siebie skrywał myśl, że on również darzy ją głębszym uczuciem. Mimo tego, że minęło już siedemnaście lat, Maurycy nie mógł pogodzić się z podjętą wówczas decyzją. Przez te wszystkie lata pamiętał o swoich rodzicach i ich toksycznym małżeństwie, co powodowało, że do kobiet podchodził z patologiczną wręcz rezerwą. Oczywiście, zawsze był dla nich uprzejmy i miły, a nawet szarmancki. Jednak nigdy nie potrafił zaangażować się w żaden związek. Te szybko więc kończyły się nim miały okazję rozkwitnąć, a Maurycy rzucał się w wir pracy, by zapomnieć o wszystkim. Szczególnie o podjętej w wieku trzynastu lat decyzji.

Z Heleną jednak było inaczej. Miał wrażenie, że go rozumie i cierpliwie czeka, jakby sama również skrywała w głębi duszy jakiś bolesny sekret. Nigdy nie narzekała i nie narzucała się, choć zawsze subtelnie starała się dać do zrozumienia jakimi uczuciami darzy przełożonego. Maurycy natomiast, mimo że bardzo tego chciał, bał się angażować w relację, która mogłaby skończyć się tak, jak wszystkie jego poprzednie znajomości z kobietami. Lub co gorsza, tak jak skończyło się małżeństwo jego rodziców.

Nie mógł tego znieść. Nie chciał ranić Heleny, a jej zatroskane spojrzenie wzbudziło w nim poczucie winy. Szybko wstał z fotela, mamrocząc skruszone „przepraszam”. Ze spuszczoną głową prawie wybiegł z gabinetu, zostawiając skołowaną dziewczynę z urodzinowym tortem w rękach. Wyszedł na zewnątrz, prosto w słoneczny, letni dzień i ruszył bez zastanowienia w kierunku parkowej bramy. Przez te wszystkie lata tysiące razy analizował to, co wydarzyło się wtedy w cuchnącym zaułku rodzinnego miasta. Teraz znowu wrócił wspomnieniami do tamtych chwil. Tymczasem, w rzeczywistym świecie, minął bramę i nieświadomie skierował kroki w stronę przedmieść, gdzie mieszkał w małym domku z ogrodem. Miał przed sobą piękną, parkową trasę, jednak zamiast delektować się nią w ten cudowny dzień, odtwarzał w myślach scenę z przeszłości.

Kłujące w serce słowa starej kobiety znów zabrzmiały w głowie Maurycego. Zastanawiał się czy dobrze zrobił. Z perspektywy czasu, dziwił się że tak łatwo uwierzył w przepowiednię. Jednak w sposobie, jaki została wypowiedziana było coś niezwykle sugestywnego. Jakby tamta starucha była święcie przekonana o jej prawdziwości. Nawet dzisiaj wydawało mu się to dziwne, jednak zawsze był przekonany, że poczuł wtedy jakąś magiczną moc. Miał wrażenie jakby nie słowa, które usłyszał ale właśnie to co wtedy poczuł, miało znaczenie. Dorosły umysł trzydziestolatka nie potrafił pogodzić się ze wspomnieniami przestraszonego chłopca.

Doszedł do wniosku, że czas uporać się z duchami przeszłości. Postanowił, że wróci do domu i sprawdzi co się dzieje z rodzicami. A potem jeszcze raz odwiedzi niepozorny sklepik w Zaułku Rzeźników. Jeśli ta kobieta o pergaminowej cerze jeszcze żyje, zamieni z nią kilka męskich słów. To przecież niedorzeczne żeby żyć zaszczutym przez bełkot osoby, której się nawet nie znało. W sercu Maurycego pojawiła się nadzieja. Zaczął się nawet zastanawiać, czy uda mu się namówić na wyjazd Helenę. Wóz albo przewóz. Upora się z przeszłością, albo…

W tym momencie uświadomił sobie, że od dłuższego czasu stoi na skwerku „Małego Centrum”, w dzielnicy na przedmieściach gdzie mieszkał. Jego wzrok przykuwała dziwnie znajoma postać po drugiej stronie ulicy. Przegnał z głowy myśli o szczęśliwym nawiązaniu bliższej znajomości z Heleną i skupił wzrok na idącej kobiecie.

Sylwetka, twarz i sposób poruszania – znajome, choć niewidziane od bardzo dawna. Znał ją! Wiele lat temu. W innym życiu, w innym świecie. Tymczasem kobieta zeszła z chodnika i skręciła w jego kierunku. Szła żwawym krokiem. Uśmiechnięta twarz promieniała. Widać, że była szczęśliwa. Nie taka jak ją pamiętał – wiecznie wykrzywiona w grymasie złości lub zalana łzami smutku. Szła w jego stronę! Mama!

– MAMO! – Krzyknął Maurycy i puścił się biegiem w jej stronę, jak dziecko, którym był, gdy widzieli się ostatni raz. Zatrzymała się w pół kroku, sparaliżowana dawno niesłyszanym głosem, jednak szybko odnalazła syna wzrokiem. Na jej twarzy malowało się bezgraniczne zdumienie. W chwili gdy ich spojrzenia się spotkały Maurycy zobaczył najpiękniejszy widok na świecie – pełen szczęścia uśmiech własnej mamy. Letnie słońce tańczyło w jej kasztanowych włosach. Nie było miejsca na wahanie czy wątpliwości. Oboje wiedzieli. Oboje poznali się w mgnieniu oka.

Teraz gnał ile sił w nogach. Łzy szczęścia ciekły mu po twarzy. Wbiegał na ulicę, gdy świat stanął w miejscu, a Maurycy razem z nim. Biała, zwiewna sukienka matki, dotąd falująca na lekkim wietrze, zastygła jak zamrożona. Za jej plecami, w cieniu błękitnych parasoli, na wiklinowych krzesłach, siedzieli klienci kawiarni „Przy Przystanku”. Z prawej strony, w zwolnionym tempie, zbliżał się zielony autobus. Cała scena skąpana była w ciepłym słońcu lata.

Gdy Maurycy uświadomił sobie co widzi, świat ruszył naprzód i przepowiednia się wypełniła.

Koniec

Smutne ale dobre opowiadanie

Smutne ale dobre opowiadanie

zgrabne budowanie akcji

ale troche zbyt pretensjonalne, zbyt skondensowane. Choc to tyczy sie rowniez wielu krotkich form, acz ambitnych form. I gdyby nie to, bylo by wylacznie milo  

Dodaj nowy komentarz

Zawartość tego pola nigdy nie zostanie udostępniona publicznie.
  • Adresy internetowe są automatycznie zamieniane w klikalne odnośniki.
  • Dozwolone znaczniki HTML: <a> <em> <strong> <cite> <code> <ul> <ol> <li> <dl> <dt> <dd>
  • Znaki końca linii i akapitu dodawane są automatycznie.
  • Tekstowe emotikony („uśmiechy”) zamieniane są na ikony.
  • Podwójny przecinek (,,) i podwójny apostrof ('') zamieniane są na odpowiednie cudzysłowy („ i ”).
  • Określone ciągi znaków zamieniane są na znaki typograficzne.
CAPTCHA
Niestety spamerzy za wszelką cenę starają się zrobić z sieci jeden wielki śmietnik. To powinno ich trochę zniechęcić.
1 + 2 =
Rozwiąż to proste zadanie matematyczne. Dla przykładu: 1+3 daje 4.